top of page

Zuzanna Bober - It's my party


Ilustracja, Daniela Tagowska, IG: dy_tagowska
Ilustracja, Daniela Tagowska, IG: dy_tagowska

Hans,


cały czas pracuje z różnymi siłami jak grawitacja czy tantryczna energia seksualna, dlatego kiedy wchodzę do pokoju, gdzie przy stole siedzą te dwie kobiety, wiem już, że poruszam się w świecie, z którego ulatują wszelkie kolory i barwy. Wszystko powszednieje Hans, wszystko wciąż tak wściekłe pozbawia się swych właściwości. To ta sama suma wpisanych w ciało cytatów, dryg potrzebny do krzyku i meksykańskiej fali rąk siedzących na wielkich stadionach piłkarskich, przemarsze wojsk, musztry, wojny i baty. 


– Już dość tego, nie ma Nieba. Po tym całym AIDS musimy się bać każdej krwi, nieważne czy jest to krew bliźniego, czy też krew Zbawiciela. Wieczorem będziemy oglądać filmy i jeść lody waniliowe jedną wspólną łyżeczką, przytuleni na kanapie. Może jednak był jakiś geniusz skryty w tych gniewnych latach, wtedy ekspresjonizm mógłby być jeszcze lepszy niż nazizm – mówisz zirytowany moim roztargnieniem, w którym ubieram się, naciągając na kark własną skórę niczym przetarty prochowiec. Idę do tych dwóch kobiet siedzących przy stole.


– Zrób coś dla mnie – mówi ta sucha i drobna. Okazało się, że można nic nie jeść, bo ona zapewnia, że nie je nic i nigdy nie śpi. Pije tylko hektolitry czarnej kawy, paląc papierosa za papierosem, a ciemność wsiąka w nią z dymem. Ta druga kobieta jednak dba o siebie i powtarza „selfcare is sexi”. Przyszła tutaj prosto z siłowni, zamawia matche na migdałowym mleku. Przeciwstawiam jej aktywną cnotę weganizmu mojemu swojskiemu smrodkowi kanibalizmu jak kapitalistyczny krwiopijca. Marzę, żeby odgryźć rękę, która sięga po matche. One mają swój szybki metabolizm, a ja liczę każdy papieros i każde „selfcare is sexi”, bo chcę już wrócić do Ciebie i naszego ciepłego kurwidołka, żeby rozdawać swe ciało.


I z nimi chciałbym się dzielić. Oczekują nie mnie, lecz mężczyzn, spragnione ich dotyku, ssą ich łzawe oczy i błysk zębów. Jak dobrze Hans, że ty nie jesteś mężczyzną. Gdy płeć to pokorne zwierzę, brak ci płci i środka ciężkości. Ty jesteś Hans jedynie spienionym faszyzmu – czarnym oświeceniem i wyjściem z domu niedoli. Tak, czekaj zawsze na mnie.


Otóż ta wygłodzona pani kocha się, jak twierdzi, w pewnym aktorze. Przewracam oczami i mówię jej, że każdy może się zakochać w pięknej dziewczynie. Zakochać się w takiej brzydkiej to byłaby sztuka.


– Na przykład w tej – wskazuję palcem na kogoś siedzącego przy stoliku pod ścianą. Spojrzenia moich kobiet tną mnie, ich noże wstydzą się mnie. Nie wypada być niegrzeczną – No co? Przecież jest naprawdę bardzo brzydka jak noc i uryna. Czego się boicie? Spójrzcie na nią, nie zmienicie się w słupy soli. Wy panie jesteście piękne, spragnione spojrzeń, ale to nie znaczy, że nie macie tych własnych. Zróbcie z nich użytek, cholerne pudrowane kurwy o rozpalonych różowych policzkach… – wypluwam z siebie kolejne słowa, duszę się nimi i bełkoczę, w końcu przechodzę w mechaniczny pisk, a one zatykają uszy. It’s my party and I cry If I want to.


– Zróbcie coś dla mnie i wywróżcie mi z dłoni linii papilarnych, z lotu ptaków, kart tarota, lub z gwiazd, z fusów kawy i herbaty, czy on mnie kocha. 


Selfcare is sexi. Ja nie mówię o miłości. Kiedy wracam w piątek z siłowni, rzadziej w czwartek, biorę ze sobą do domu jakiegoś zdrowego byczka, niby to chce go pogłaskać, ale potem posuwam go w kiblu na dworcu. Potem mówię „było super no i cześć”. I to by było na tyle, wracam sama do domu i miksuje koktajl białkowy – Jest to przecież kobieta nowoczesna i wyemancypowaną, nie wulgarna, zaborcza i agresywna.


Proponuje tej, która nigdy nie je i nigdy nie śpi, że właściwie mogłabym jej powróżyć. Trochę robi mi się jej żal, kiedy wyobrażam sobie jak wstajemy od stolika, pozostawiając ją sobie samą i wtedy ta, która o siebie dba mówi, że idzie wyruchać jakiegoś zdrowego byczka. Ona jak chce, to niech tu sobie siedzi i myśli o tym aktorze. Ale potem ta druga nagle nie znajduje żadnego zdrowego byczka, bo właśnie na miasto spadła zaraza i wszystkim wyrosły parchy, czarne kurzajki i złote rogi. I w tym właśnie złym śnie, nie znajduje już Ciebie, Hans i nie wiem nawet, czy kiedykolwiek istniałeś naprawdę. Więc robi mi się bardzo żal nas wszystkich. Jeśli ona nie ma tego cholernego aktora tak, jak ja mogłabym nie mieć Ciebie, to spróbuję jej powróżyć.


– Słuchaj mogłabym ci powróżyć. Ale do tego musisz się przynajmniej rozebrać. Musiałabym chociaż zobaczyć, jak srasz i uchwycić ten ruch pomiędzy wnętrzem a zewnętrzem, bo ten ruch, to ulatujące z ciała ciepło i energia, z tego się wróży dużo lepiej niż z gwiazd. Najlepiej by było jakbym po prostu włożyła w ciebie rękę kochana. No w ostateczności mogłyby być te fusy, ale to mało skuteczne…


Niby to próbuje rozpiąć jej spodnie i już prawie zsuwam je z jej kanciastych ud, ale od początku już wiem, że nic z tego nie będzie. Odsuwa się ode mnie i obraca w niemy słup soli, zanim dotrę zębami do jej majtek. To przecież nie mogłoby się wydarzyć, mówiąc szczerze tu nic w ogóle nie mogłoby się wydarzyć. Te kobiety mają w swoim zwyczaju spotykać się ze sobą tylko po to, żeby rozmawiać o mężczyznach, przy czym należy zaznaczyć, że naprawdę ich nienawidzą – z​​ nimi w ogóle nie da się o niczym rozmawiać. Więc nienawidzą mężczyzn i do końca nie tolerują też innych kobiet. To jest wojna nasza Hans, wojna nasza powszechna, którą dzielimy się jak opłatkiem.


Kiedy powiedziałeś mi po raz pierwszy Hans, że mnie kochasz, zapytałam, co to właściwie znaczy kochać, skoro nie ma miłości. I odpowiedziałeś, że jest tyle ładnych, miłych i mądrych dziewczyn, a ty mógłbyś je wszystkie mieć, mógłbyś jeździć na traktorze, wożąc je za sobą przyczepką, a one rozbierałyby się przed Tobą bez słowa posłuszne i nie patrzyłyby Ci nawet w oczy. Więc jest tyle ładnych, miłych i mądrych dziewczyn, a ty nie jesteś ani ładna, ani miła, ani mądra. Ty jesteś tylko popaprana, a ja chce tylko ciebie, więc to chyba jest miłość.


Zasuwam rolety w naszym domu, kiedy pada deszcz, a ty jeździsz na czarnym traktorze Hans z przyczepką parującego gnoju. Są takie dni, w które stajesz się ziemianinem, prowincjonalnym szlachcicem, który nawet nigdy nie nauczył się porządnie francuskiego. Wyrasta Ci wtedy wielki brzuch, który ciągnie Cię w dół, a wspaniałe, skórzane rękawice pękają na nagle otyłych paluchach. Napychasz się garściami ziemi, zwyczajnie żresz ją. Zabierasz ze sobą do lasu za polem dubeltówkę i wracasz pijany krwią ustrzelonych jeleni. I wtedy, wtedy wracasz do mnie brudny i twoje włosy pachną wiatrem. Mogę Cię dotknąć jakby bardziej, a jednocześnie jesteś też taki daleki. Znów wymykasz mi się na czarnym traktorze z przyczepką parującego gnoju, na której wozisz te ładny, miłe i mądre kobiety. Objeżdżasz cały swój dobytek. To tak jak w starych islandzkich sagach, w których osadnicy mogą zająć tyle ziemi, ile zdążą obejść z płonącą pochodnią.


Ostatniej zimy upolowałeś mi skrzypka z dachu. Przyniosłeś go w zębach, kiedy był już sztywny z włosami pozlepianymi krwią. Co chciałabyś z nim zrobić, kochanie? Chciałam go tylko pochować, nic innego nie przychodziło mi do głowy. Urządziliśmy mu wspaniały pogrzeb. Ja śpiewałam, a ty piłeś wino zmieszane z krwią skrzypka, co było jednak trochę niestosowne.


Sam wiesz, że to nie mogło tak dłużej trwać, kochanie. Musieliśmy wyjechać do miasta. Zostawiłeś swój brzuch i ubrałeś znów obcisłe ubrania. Kobiety obracają się za Tobą na ulicach z oczami wielkimi jak monety i plują mi pod stopy. Wiem, że cierpiałeś Hans, że tęskniłeś za swoją ziemią i przyczepką z parującym gnojem. Wzdychałeś i byłeś jak obłaskawiony dziki.


– Kochanie, wybraliśmy Zło, a to nie było przecież łatwe. Każdy może być dobry, mało kto robi źle, skoro wie, że coś jest złe. Wszyscy są tacy dobrzy i tacy głupi. I zadowoleni z siebie. Zjadają kurczaka, lecz nigdy nie zarżnęliby kury. Kochanie, my wybraliśmy Zło, a to nie było łatwe. Ono wymagało od nas wielu prób ognia i prób ostatecznych. Wina była już w samym życiu, więc czasem wystarczyło żyć. Częściej nie było to łatwe. Więc powiedz mi sama, jak to jest, kiedy nie chodzi już o to, co mówisz i robisz, lecz o to jaka jesteś?

Ciekawszych rzeczy brak. Z wielkim trudem staram się wynotować coś, co nie byłoby Tobą i nie byłoby z Ciebie. Only you, choć wciąż poluję na ludzi, chce ich języków i skołtunienia wewnątrz supła mowy. Milczą obcy; skoro ja przychodzę z podłych, piwnicznych ciemności, a oni wylenieli się już na lato. Jestem za czarnym. Oni są za światłem. Szukam świętego porozumienia. Pochodzimy z wrogich plemion. Bełkoczę, oni zaciągają i wyją. 


Kochany Hans, dzieje się tak dlatego, że wszystkie moje myśli, wydobywają się z mojego ciała – są w ciągłym ruchu. A moje ciało to to, czym tak ochoczo dzielę się z Tobą. I też są znów nastałe te rozwlekłe dni bez właściwości, w które odsuwasz mnie od siebie, mówiąc: Nie ma pieprzenia, nie ma jebania, nie ma nawet rżnięcia. Dzisiaj uprawiam tylko miłość. Lecz miłości wciąż brak.


– Są ludzie, którzy mówią „ja nigdy nie chcę, żeby komuś było przykro, nigdy nie chcę, żeby komuś stała się jakaś krzywda”. To w ich wykonaniu potrafi być piękne. Są tacy ludzie, ale to nie jestem ja i to nie jesteś ty, kochanie.


Dawno, dawno temu zbierałam kwiatki na łące mojej matki i wtedy zjawiłeś się Ty na swoim czarnym traktorze z przyczepką parującego gnoju, by porwać mnie do Hadesu. Lecz te kwiatki sprawiały tylko, że stawałam się agresywna i ambitna zupełnie jak mężczyzna. Bo zawsze wszystkim tylko się staje. I wszystko jest zawsze. Te kwiatki były jak rozpięte bykom flagi. 


BYKI BYKI PIĘKNE BYKI DLA OFIARNIKA


Rogi byków są ostre, a ja siedziałam na łące jak biedna jałówka, wygłodniała owca, wyczekująca na misteria eleuzyjskie.  


Jesteś moją gliną i krwią. Strzepujesz popiół do filiżanki, ja pożeram Twój dym, Ty wolisz pożerać kawior, lecz miłosiernie zlizujesz szminkę z mojej filiżanki. Bez znaczenia jak bardzo autentyczne wydają się nam Nasze pragnienia – te filiżanki i tak dotykały wcześniej innych ust.


– Ale przecież przed nami nikt nie chciał być naprawdę Zły. Wszyscy zawsze chcieli dobrze. Pamiętam jak rozkręciłem cię całą i dłubałem w tobie ostrym nożem, ostrym gnatem zwierzęcia. Kością, którą osmalałem nad świętym ogniem. Czarną końcówką wielkiej niesprawiedliwości, ostrego bólu. A teraz ty płaczesz do filiżanki, z której zlizałem twoją szminkę, żeby nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, że cała i całkiem jesteś moja. Każdą kroplą, biorę wszystko z ciebie: krew, ślinę, limfę, mocz. Wszystkie twoje płyny ustrojowe.


Kawior, popiół, płacz. Rytualny szloch panny młodej, opuszczającej domostwo mamy i taty. Nasze filiżanki jak porcelanowi wrogowie. Armia z terakoty. Zielony dym jak dusze ulatujące w wiosenny dzień wprost w zaświaty. 


Porcelana osiągnęła właśnie temperaturę mojego ciała. A to prawdziwsze szczęście jest przecież zawsze z ludzkiego mięsa, z ludzkiego człowieka, nie z porcelany, nie z jedwabiu, nie z drogocennego oleju, nie ze złotych zębów, nie z aksamitu – z ludzkiego mięsa i z ludzkiej krwi.


Zawsze jest szansa. Więc sakramentalne: No tak, cóż, może innym razem.


Powracam do świata kobiet. One mówią, że za te wszystkie świństwa powinny mi wyszorować usta szarym mydłem. One mówią powinnyśmy zakneblować cię, związać twoje ciało, żeby nic z niego już nie uciekło. Zatkać ci płynnym woskiem do depilacji i płynnym złotem nos, usta, pępek, odbyt, cipę. Wyrywam się im i rozpoczynam swoją paskudną burleskę, właściwie to ten stary striptiz, w którym po zdjęciu ubrań, ściąga się wciąż kolejne warstwy ciała, limfy, kruszy kości… Odsłaniam się cała, stając się plamą na ich świętych jeansach.


Naprawdę uwierzyłam, że będę niepodległa.


BYKI BYKI PIĘKNE BYKI DLA OFIARNIKA


ZAKŁAD
magazyn społeczno-poetycki

Redaktor naczelny:
Kamil Kawalec

Redakcja: 
Agnieszka Wolny-Hamkało
Jakub Skurtys
Malwina Hajduk-Kawalec
Andrzej Graul
Piotr Brencz
Kinga Borto

Projekt animacji i strony internetowej:
Kinga Bartniak

Kontakt:
zaklad.magazyn@gmail.com

  • Instagram
  • Facebook
  • YouTube

Wydawca:
Towarzystwo Aktywnej Komunikacji
Adres: ul. Hermanowska 6A, 54-314 Wrocław
KRS: 0000045825 NIP: 894-25-67-840 REGON: 931998437

ISSN: 2956-7173

logo-tak.png
logo WIK.png

Partner Wydawniczy w ramach Wrocławskiego Programu Wydawniczego: Wrocławski Instytut Kultury

PL_02.png
bottom of page