
„Psie psiapsi ssie pepsi” powtarzał wtedy Starszy Brat, wyciągał i mełł buzię jak plastelinę, ssał wirtualnego cuksa. „Cmok cmok cmok” cmokał, chyba że przerywało mu się ten stan otępienia, wtedy wpadał w nieco inny stan otępienia, krótszy i jakby powiedział Cousteau, płytszy, żeby w końcu wyrwać się z niego i wpłynąć na mieliznę. Charczał wtedy „Czego?”, chociaż doskonale znał odpowiedź – już czas, trzeba dmuchać! I wychodzili na scenę.
Po tym ostatnim koncercie Młodszy Brat jak zwykle mówił wszystko, a Starszy był znów jedynie podkładem, poza sceną jednak już niezupełnie niezbędnym. Wiecie – powiedział M2, kiedy przestali trzymać się za ręce – naprawdę czuć było „Jego obecność”, nawet jeśli znów zbyt pusta sala w centrum kultury, eh. Jednak „żadenż prorok nie jest mile widziany w oczyźnie swej” – bieżący świat przekonywał ich po raz kolejny, że katolicki beatbox nie może liczyć na sukces frekwencyjny, nawet jeśli tak bardzo są wypełnieni Ddddddd Dddd Ddddddd Dddd Dduchem DduchemŚ DduchemŚ DduchemŚ D-D-D-duchemŚ Śśśśśś Śśśśśś-D Śśśśśś-D Śśśśśświętym podczas każdego wykonu. Niestety, w beatbox trudno o przekaz słownysłowny, to raczej dźwiękidźwieki, ktore nie układają się w ewangelie – przyznał Tomi z Niemiec, można powiedzieć, że gospodarz tutejszej wspólnoty. I tak to właśnie jest.
Po klęsce dobrym zwyczajem jest wyjście na piwo: dlatego ogródek, złożone parasole, niewygodne krzesła, lepiący się stół. Poszli. M1 jak zawsze ostatni, odwrócony ochroniarz, który nie musi torować drogi przez pustą przestrzeń, albo niepotrzebna straż tylna, co to nie obawia się ataku z zaskoczenia, bo przecież Nikogo. Miasto jest małe, nawet momentami malutkie, do tego własne, ale mimo to nikt nie zwróci na nich uwagi. Ale jesteściejesteście gwiazdami dla Neiba, mówi Tomi, niebezpiecznie napęczniały wiarą jak każdy, kto po pierwszym zawale uznał za nieważne doświadczenia techno i cierpki smak wilgoci ciał i piwnic, aby wrócić się w kierunku świata światła. I jest w tym jakaś miłość, która wypełnia nawet opuszki jego palców, kiedy deklaruje, że pójdzie po fajki do żabki i pyta, czy też coś chcą. M1 rozpuszcza długie tłuste włosy i idzie z nim w przydeptanych adidasach, szyty białą nicią wizerunek sondy Voyager 900000 na jego czarnej bluzie przypomina mechanicznego komara, ukrzyżowany talerz, oś współrzędnych.
Wakacje, środa wieczór, wszyscy na bulwarach, M2 minął pusty ogródek, jest już w półmroku knajpy, rozpuścił dredy. Tam siedzą jakieś dziewczyny, pomyślał Młodszy Brat i było już wiadomo, gdzie usiądą. Mati – powiedziała smutno jedna z tych dziewczyn, niby do drugiej, ale tak naprawdę do niego. Dopiero wtedy Młodszy Brat się zorientował i zaczęło mu przeszkadzać bycie w tym właśnie miejscu na Ziemi. Niestety nie da się cofnąć ruchu więc rozmawiajmy, póki M1 i Tomi palą i nie spieszy im się podejść do baru. Mógłbyś w końcu dać jej spokój, powiedziała druga dziewczyna. Mogłabyś się nie odzywać, powiedział M2, życiem rządzą przypadki takie jak ten. Nie wiedziałem, że wróciłaś do miasta.
M2 to koleś, który oczekuje. Który zawsze wytłumaczy. Który nigdy nie wsiądzie do skody, który rozumie rewolucję, jaką wywołało wprowadzenie blockchaina.
Chodź na bulwary, Ajra, powiedział M2. Może chcesz iść na bulwary? Poprawia jej wystające ramiączko od stanika, w tym miejscu na skórze ramienia zrobił się odcisk, w który miło włożyć palec.
Ajra musi iść na bulwary, ale zanim zdąży nie tyle ustalić zasady, co je zaproponować, wychodząc natkną się na wracającego z fajki Starszego Brata. Jego wielkie śmierdzące dymem ciało i prawa dłoń, z której właśnie wypuszcza jeszcze prawie pełną puszkę tajgerka, tylko przez chwilę nie będzie w stanie wybrać, w jaką stronę uderzyć.